Rising 5

rising 5 recenzja opinie gra planszowa 2 pionkiKilkadziesiąt lat temu jedną z najpopularniejszych gier logicznych był MasterMind. Młodsze osoby pewnie nie wiedzą o co chodzi, więc spieszę z wyjaśnieniem – MasterMind to gra w której próbujemy odgadnąć ukryty kolorowy kod. Metodą prób i błędów gracz w trakcie kilku kolejek stara się analizować jakie kolory i na których miejscach w tym kodzie się znajdują, a rywal odpowiednimi znacznikami informuje nas jak blisko lub daleko prawidłowej odpowiedzi jesteśmy. Lata świetności MasterMinda raczej minęły, ale ducha tej gry postanowił wziąć na warsztat twórca dzisiejszej bohaterki. Przed Wami Rising 5, czyli gra planszowa z ukrytym motywem MasterMind.

Zawartość gry:

W dużym kartonowym pudełku znajdziemy:
– 55 kart postaci
– 27 kart regionów
– 12 kart reliktów, artefaktów oraz czerwonego księżyca
– 5 figurek postaci
– 7 żetonów run
– 14 żetonów gwiazdozbioru
– 4 kostki energii
– kość do walki
– znaczniki bramy oraz zaćmienia
– planszę
– instrukcję

Grafiki są bardzo dokładne i szczegółowe, całość utrzymana jest w klimacie fantastyki i… to sprawia trochę mylne wrażenie na temat gry. Ewidentnie klimat tej planszówki jest dopasowany nieco na siłę. Niby do gry będą wkraczać bohaterowie, niby będą mieć specjalne moce, ale jak się za chwilę okaże, to będzie to jedynie sztuczne dorobienie klimatu do gry logicznej. Nie mniej jednak trudno krytykować grę za oprawę graficzną, bo jest naprawdę bardzo ładna. Tradycyjnie na plus zaliczę także obecność wypraski, cieszę się że coraz więcej gier ją posiada.

rising 5 gra opinie

Całość gry bardzo ładnie mieści się w wyprasce.

Rozgrywka i cel gry:

Rising 5 to gra kooperacyjna w trakcie której gracze próbują wspólnymi siłami odgadnąć jaki to kod znalazł się pod runami na środku stołu. W MasterMind kod ukrywał jeden z graczy, tutaj robi to za nas… aplikacja na telefon. Tak, to jest jedna z tych gier, w której aplikacja na telefon jest niezbędna. Ułożone kamienie będziemy skanować, a aplikacja za pomocą bardzo ładnych animacji będzie nas informować czy dany kamień w ogóle w kodzie występuje no i czy leży on na swoim właściwym miejscu.

rising 5 opinie

Tak wygląda serce gry, czyli zagadka związana z prawidłowym ułożeniem kamieni.

Tutaj trudność względem MasterMinda jest o tyle większa, że pod danym kolorem kamienia ukrywa nam się jakieś zwierzę (w zasadzie jego gwiazdozbiór) i to właśnie za pomocą tych zwierząt aplikacja daje nam informacje na temat danego ustawienia. Zatem nie dość, że musimy dobrze analizować położenie kamieni, to jeszcze musimy poprawnie wydedukować który gwiazdozbiór jest pod którym kamieniem. Brzmi to dość skomplikowanie, ale jest to do ogarnięcia już po pierwszej partii. Kontrolować nasze dedukcje i wykluczenia możemy za pomocą znaczników na planszy (np. możemy sobie oznaczyć, że na pewno w poszukiwanym układzie nie ma węża albo wręcz przeciwnie – że jakiś zwierzak dobrze już leży na swoim miejscu).

rising 5 opinie portal games

Za pomocą różnych płytek będziemy sobie oznaczać, co już wiemy na temat układanki. Przykładowo takim ustawieniem „zapisujemy” sobie, że np. lew jest na pewno niebieski i że leży już na dobrym miejscu, że pająk jest na pewno zielony, ale jego miejsce położenia jest jeszcze nieustalone oraz że wąż jest pomarańczowy i w ogóle w tej układance nie występuje.

I tu w zasadzie rozpoczyna się rozgrywka. Bo to nie jest tak, że my sobie co chwilę sprawdzamy szyfr w aplikacji, dedukujemy i zmieniamy położenie kamieni. Gra opiera się na mocach specjalnych pięciu bohaterów, których akcje będziemy aktywować kartami. Nasi bohaterowie będą się przemieszczać po całej planszy i walczyć z różnymi potworami, aby „nabić many” do ponownego sprawdzenia układu kamieni.

rising 5 gra recenzja

Tak wygląda piątka super dzielnych bohaterów, których będziemy przemieszczać po planszy.

rising 5 zasady gry

Fachowo rzecz ujmując, to do aktywowania możliwości sprawdzenia układu potrzebujemy ułożyć cztery kryształy energii na ołtarzach. Kryształy zdobywamy walcząc z takimi potworami jak ten po prawej stronie.

Same kamienie też można przestawiać sobie nie ot tak wprost, tylko za pomocą akcji specjalnej jednego z bohaterów. Nie chcę tutaj może za bardzo wchodzić w szczegóły i niuanse jak wyglądają wędrówki po planszy i jak te walki się dokładnie toczą, ale nadmienię że istotna będzie w tym wszystkim właśnie kooperacja. Całość wygląda mniej więcej w ten sposób, że każdy z graczy będzie zagrywał karty danego bohatera które akurat mamy w ręku i im więcej jednakowych kart zagramy tym więcej akcji daną postacią będziemy mogli wykonać. Kooperacja będzie o tyle istotna, że gracze będą starać się wspólnie pokonywać potwora (im więcej postaci walczy z potworem tym jest łatwiejszy do pokonania), a nagrodą za wygraną walkę będzie przede wszystkim przybliżenie nas do ponownego sprawdzenia układu kamieni. Same walki toczą się za pomocą banalnego mechanizmu – sprawdzamy siłę potwora, patrzymy jaka jest nasza moc (mierzona zagranymi punktami akcji i ilością bohaterów na danym polu) i rzucamy kostką. Do naszej mocy podstawowej dodajemy wynik z kostki i jeśli przewyższa on siłę potwora to potwór jest pokonany, a my osiągamy z tego tytułu jakieś korzyści. Najczęściej właśnie nagrodą na której nam zależy są kryształki energii, bowiem po uzbieraniu czterech takich sztuk pozwalają nam one na ponowne sprawdzenie kombinacji ze środka stołu.

rising 5 2 pionki

W specjalnych miejscach na planszy mamy wydzielone tereny na które możemy się udać by stoczyć batalię z potworem.

rising 5 recenzja

A tu przykładowa sytuacja – potwór ma siłę równą 1, więc jest bardzo łatwy do pokonania gdyż niemal każdy rzut kością gwarantuje nam sukces. Niemal, bo na kości znajduje się także symbol księżyca, który niezależnie od wszystkiego wieńczy naszą walkę porażką.

Czas w tej grze odmierza księżyc. Po każdej przegranej walce wchodzi on w kolejną fazę zaćmienia, znacząco zmniejszając nasze szanse na końcowy sukces. Co prawda możemy za pomocą akcji specjalnych lub pojawiających się na stole kart opóźniać zaćmienie, ale balans gry jest na tyle dobry, że nie da się tego wszystkiego odwlekać w nieskończoność, a to z kolei oznacza że musimy jak najszybciej zgadnąć ukryty kod. Bierność w pokonywaniu potworów (tak aby przypadkiem nie przegrać) też nie jest wskazana, bo od czasu do czasu jak wypadnie karta czerwonego księżyca, to niepokonane potwory bardzo mocno obniżą nam wskaźnik odmierzający czas rozgrywki. To akurat ciekawy pomysł, bo w ten sposób mechanizm gry wręcz zmusza nas do walki. Gra toczy się oczywiście do momentu odgadnięcia kodu lub ostatecznego zaćmienia.

rising 5 portal games 2 pionki

Każde nasze niepowodzenie w walce oznacza przesuwanie w dół znacznika księżyca. Proces ten na szczęście można odwracać – czasem niektóre karty potworów dają nam jak widzicie nie tylko kryształki ale także pozwalają nam przesunąć ten znacznik księżyca do góry. Jedna z superbohaterek także ma taką specjalną umiejętność, że zwiększa nam poziom świecenia się księżyca, zatem w trudnych sytuacjach można na różne sposoby wyjść z opresji.

Wrażenia:

Ogólnie cała gra opiera się na rozwiązaniu pewnej zagadki. Umówmy się, ale klimat i cała historia o ratowaniu świata (serio!) są doklejone na siłę. Mi to trochę przeszkadza, nie lubię jak gry nie są spójne klimatycznie. Wolałbym chyba otrzymać grę bez klimatu, taką suchą logiczną. Ale to jest mały problem. Zastanówmy się lepiej, czy sama zagadka jest prosta/trudna no i przede wszystkim czy przyjemnie się ją rozwiązuje? Wydaje mi się że o ile na początku zagadka stanowi fajne wyzwanie to już po pierwszej może drugiej rozgrywce całość wydaje się dość prosta i tylko jakiś zły zbieg okoliczności może nam pokrzyżować szyki. Można więc powiedzieć, że choć dzieje się sporo, że gra robi dużo chaosu, to finalnie sama układanka nie jest specjalnie dużym wyzwaniem. Powiedzmy sobie nawet wprost – znacznie częściej się w tę grę wygrywa niż przegrywa. Czy jest to duży problem? To zależy jakimi graczami jesteśmy. Myślę że dla graczy rodzinnych to dużym problemem nie jest, zwłaszcza gdy gramy z dziećmi. Wtedy to może być nawet zaleta. Dla graczy zaawansowanych poziom gry nie będzie w pełni satysfakcjonujący.

To co moim zdaniem jest jednak większą słabością Rising 5 to fakt iż gra jest bardzo powtarzalna, może nawet nieco monotonna. Tak sobie nawet teraz myslę, że słowo „powtarzalna” może nie jest zbyt fortunne bo przecież układ kamieni za każdym razem jest inny, karty otrzymywane do ręki (a tym samym opcje aktywowania bohaterów) też są co chwilę inne, więc można byłoby odnieść wrażenie że się czepiam na siłę. Pisząc „powtarzalna” mam raczej na myśli cały proces przebiegu gry, który idzie ciągle tym samym utartym schematem. Za pierwszym razem może to sprawiać frajdę, za drugim razem też jest ciekawie kiedy walczymy z tymi potworami, ale po kolejnej partii orientujemy się, że ciągle robimy to samo i że te dodatkowe czynności (walki, przemieszczanie się, aktywowanie bohaterów) zajmują nam więcej czasu niż sama radość z rozwiązywania układu. Niby się więc coś dzieje, niby się coś tutaj pojawia nowego, ale to wszystko jest tylko dodatkiem do zagadki, którą rozwiązuje się szybciej niż trwają te wszystkie poboczne aspekty. W sumie to trochę wygląda na to, że to ta nasza główna zagadka staje się czymś pobocznym i że gra polega na walce z potworami. Moim zdaniem gra byłaby lepsza, gdyby te walki i inne rzeczy były dodatkiem do układanki i gdyby nie wypełniały one większości czasu całej gry.

Ale… Byłoby nieuczciwym powiedzieć, że w Rising 5 gra się źle. Gra jest ciekawa, pod warunkiem że nie będziemy się w nią zagrywać dzień w dzień, dzięki czemu gra zachowa swoją świeżość. Wyjąć, zagrać i odłożyć na jakiś czas – wtedy jak najbardziej polecam. Wyjąć, zagrać i zagrać i zagrać – raczej odradzam. Na plus zaliczę na pewno aspekt kooperacji, bowiem niezbyt często widuje sie planszówki rodzinne w których wspólnie zmagamy się z jakimiś przeciwnościami. Nawet nie wiem czy to nie jest jeden z najmocniejszych punktów tej gry. Ta kooperacja ratuje grę przed nadmierną losowością. Generalnie wynik walki zależy od rzutu kością, ale właśnie możemy minimalizować ryzyko niepowodzenia dobrą strategią no i właśnie współpracą podczas zagrywania kart. Bez tego aspektu współpracy gra straciłaby dużo na swojej jakości, a tak to wszystko spina się mechanicznie dość dobrze.

Jeszcze słówko o aplikacji. Mało o niej mówiłem, bo i w sumie zakres jej użycia jest na szczeście dość niewielki. Za pomocą aplikacji jedynie skanujemy układ kamieni i odczytujemy jak blisko jesteśmy poprawnego rozwiązania. Sama aplikacja działa poprawnie, na jej duży plus zaliczę fakt że jest ona po polsku i że ma świetną ścieżkę dźwiękową. Samo skanowanie działa dobrze, a w razie ewentualnych problemów możemy ręcznie wstukać ustawienie poszczególnych kamieni. Nie ma więc co się tutaj rozwodzić nad tym tematem, bo aplikacja działa jak ma działać i z pewnością jest to jedna z tych gier, które dobrze wykorzystują nowoczesne technologie w świecie planszówek.

Jaka to jest gra?

Losowość – spora, nawet bardzo. Losowo trafiają nam się karty bohaterów, losowo pojawia się karta czerwonego księżyca (zazwyczaj mocno wpływa na wzrost zaćmienia) no i sama walka z potworami jest także losowa, bo przecież o powodzeniu lub niepowodzeniu decyduje zwykły rzut kością (choć tu właśnie kooperacją możemy starać się miniminalizować ryzyko wypadnięcia złego wyniku).
Złożoność – gra ma kilka niuansów, które trzeba zobaczyć na własne oczy by zrozumieć istotę tej gry, ale z pewnością jest to do ogarnięcia już po kilku turach pierwszej partii.
Interakcja – opiera się na współpracy między graczami, tak aby wspólnie walczyć z potworami lub aby wspólnie ustalać jaki to kod jest ukryty pod kamieniami.
Mechanika – istota gry opiera się na szyfrowej zagadce rodem z MasterMinda, aczkolwiek większość czasu pochłaniają sprawy związane z zagrywaniem kart bohaterów i walką z potworami.
Wykonanie – bardzo dobra jakość wszystkich komponentów, grafiki także bardzo ładne, choć klimat gry jest kompletnie nieodczuwalny.

Dla kogo jest to gra?

I tu zaskoczę. Choć gra pierwotnie na taką nie wygląda, to moim zdaniem jej głównym targetem jest młodzież (powiedzmy kilkunastoletnie dzieci). Dla takiego 12-15 latka zagadki tego typu są na przyzwoitym poziomie, a i wydaje mi się że takie dziecko jest w stanie bardziej poczuć i docenić klimat płynący z ilustracji. Tak, to jest moim zdaniem najlepszy target dla Rising 5. Jeśli chcemy zagrać w tę pozycję w gronie bardziej zaawansowanych graczy, to trzeba mieć na uwadze że regrywalność tej pozycji będzie w tym przypadku dość niska, dlatego jest to jeden z tych tytułów które wyciągać się będzie raptem raz na jakiś czas, jako luźny przerywnik.

Podsumowanie:

Nie można powiedzieć, że Rising 5 jest złą grą, ale z pewnością jest tu kilka aspektów, które mogłyby funkcjonować nieco lepiej. W sumie to patrząc na okładkę można byłoby oczekiwać czegoś zupełnie innego niż otrzymujemy, bo czy spodziewamy się po okładce rodem z komiksów Marvela że w środku znajdzie się coś w stylu MasterMinda? No właśnie, brak spójności klimatu z mechaniką to pierwsza rzecz do której się przyczepiłem w trakcie recenzji. Największą słabością gry jest jedynie zbyt duża liczba wszelkich rozpraszaczy i monotonnych mechanizmów walk, kiedy to serce (przynajmniej moje) aż rwie się do rozwiązania zagadki ukrytej na środku stołu. Sama zagadka trudna nie jest, ale też już nie przesadzajmy w drugą stronę że jest trywialna, bo to też byłaby nieprawda. Jeśli gramy w Rising 5 raz na jakiś czas to poziom trudności wydaje się być ok. Gra jest całkiem przyjemna mimo tych kilku wad i dość sporej losowości, a to co grę ewidentnie ratuje to mechanizm kooperacji, bowiem ewentualny sukces lub porażka zależą w dużej mierze od współpracy poszczególnych graczy w zagrywaniu kart akcji bohaterów.

Informacje o grze:

Rising 5 – Wydawnictwo 2 Pionki
Liczba graczy: Gra dla 1-5 osób
Wiek: Gra przeznaczona jest dla osób powyżej 12 roku życia
Czas gry: ok. 15-25 minut
Egzemplarz gry do recenzji przesłało Wydawnictwo 2 Pionki

Dodaj komentarz