Potwory w Tokio: Doładowanie!

potwory w tokio dodatek power up doładowanie opinie recenzjaNiemal rok temu na Szalonych Liczbach pojawił się dział recenzji planszowych. Rozpoczęliśmy z wysokiego C, bowiem na pierwszy ogień poszły Potwory w Tokio, które kilka dni wcześniej otrzymały najbardziej prestiżową nagrodę w Polsce, czyli tytuł Gry Roku 2014. Kilka tygodni temu ukazał się pierwszy polski dodatek do tego hitu, a więc dziś zapraszam Was zarówno w podróż do przeszłości jak i przyszłości. Oto „Potwory w Tokio – Power Up: Doładowanie”

Zawartość dodatku:

Tradycyjnie zaczynamy od tego co znajduje się w takim dodatku, a są to:
– figurka Pandakai wraz z podstawką oraz licznikiem życia i punktów
– 7 żetonów
– 56 kart ewolucji (po 8 dla każdego potwora)

potwory w tokio dodatek

Zawartość pudełka w pełnej okazałości.

Cały zestaw choć mieści się w małym pudełku, to jednak niestety nie zmieści się w pudełku z podstawową wersją gry. Mimo wszystko podobnie jak miało to miejsce w podstawce, tak i tu jest wszystko bardzo ładnie ułożone w świetnie dopasowanej wyprasce.

Podczas tej recenzji chciałbym się zająć tylko samym dodatkiem, dlatego jeśli jeszcze nie znacie Potworów w Tokio, to możecie to nadrobić tutaj: Potwory w Tokio

Co wnosi dodatek?

Zacznę od tego, co rzuca się na pierwszy rzut oka, czyli od figurki postaci.  Pandakai to nowy bohater, którym możemy kierować, co sprawia że od teraz możemy grać już w siedmioosobowym gronie (mimo iż na pudełku jest informacja, że gra jest dla 2-6 osób). To z pewnością będzie zmiana na plus, choć uczciwie trzeba przyznać, że to nie nowy potwór przynosi główną zmianę w tej grze.

potwory w tokio dodatek doładowanie

Pandakai w pełnej okazałości.

Rok temu opisując tę grę zwróciłem uwagę na dość rzecz, która dość negatywnie mnie zaskoczyła – wszyscy bohaterowie byli dokładnie tacy sami. Każdy z nich różnił się w zasadzie tylko obrazkiem, a przecież w różnorodności potworów drzemał olbrzymi potencjał. I właśnie tu z pomocą przychodzi nam dodatek, bowiem od teraz będzie mieć znaczenie jakiego potwora wybierzecie!

Każdy potwór ma otrzyma stos ośmiu kart, z których będziemy mogli korzystać w momencie wyrzucenia trzech serduszek na kostkach. To znaczy, że kiedy wypadną nam trzy serca otrzymamy +3 życia oraz jedną kartę specjalną. Karty te mogą mieć działanie jednorazowe (tymczasowa ewolucja) jak i długofalowe (permamentna ewolucja). A skoro wybór potwora ma mieć teraz znaczenie, to jak się pewnie domyślacie – każdy bohater będzie miał zupełnie inny arsenał dostępnych mocy.

potwory w tokio doładowanie

Wyrzuciliśmy trzy serduszka, więc nie dość, że uzdrowimy naszego potwora, to jeszcze zgarniemy kartę z wierzchu naszego stosu.

I tak oto przykładowo będziemy mogli unikać obrażeń, leczyć się, zabierać rywalom punkty, zamieniać wartości na kostkach, zgarniać dodatkową energię lub wymieniać ją na coś innego itd. Z bardziej urozmaiconych działań będziemy np. wybierać niektórych graczy za cel naszego ataku, tracić kolejkę w zamian za określoną korzyść, płacić mniej za zakup kart albo nawet blokować i narzucać zakup karty przez gracza. Możliwości jest cała masa, łącznie jest to ponad 50 różnorodnych cech, które w bardzo fajny sposób urozmaicają nam rozgrywkę. Jedne akcje są mocniejsze, inne nieco słabsze, ale raczej każda z nich się przydaje. Inna sprawa, czy to wszystko jest zbalansowane pomiędzy potworami – tutaj czasem odnoszę wrażenie, że są lepsi i gorsi, choć trudno to ocenić tak jednoznacznie, bowiem trudno jest wycenić poszczególne bonusy. Przykładowo teoretycznie zadanie dwóch obrażeń robi większy efekt „wow” niż zgarnięcie trzech kostek energii, ale z drugiej strony za te kostki energii możemy kupić kartę, która będzie dawać nam dość podobny, jak nie lepszy efekt. Więc o ile przy balansie stawiam znak zapytania, o tyle stawiam duży plus przy różnorodności – każdy sobie wybierze co mu pasuje, zwłaszcza że potwory specjalizują się w dość konkretnych rzeczach.

potwory w tokio dodatek opinie

Przykładowo Meka Dragon będzie zazwyczaj dawał nam dodatkowe obrażenia, a Gigazaur będzie utrudniał nam grę za pomocą różnych sztuczek i uników. Inne potwory także będą miały swoje specjalizacje. Po lewej stronie przykłady tymczasowych ewolucji, a po prawej permanentnych.

A jak sam dodatek wpływa na grę? Jest on bardzo fajnym urozmaiceniem, zwłaszcza że naprawdę aż prosiło się, żeby wszystkie potwory się czymś wyróżniały. Będziemy więc teraz musieli przemyśleć którego stwora chcemy. Na szczęście Autorzy nie pokusili się by karty zmieniały znacznie samą grę, bo ta w dalszym ciągu opiera się na tym samym scenariuszu co w podstawowej wersji. Nadal atakujemy, nadal zbieramy punkty, a karty są tylko dodatkiem do tego wszystkiego. Podczas całej gry zazwyczaj będziecie zdobywać niewielką liczbę kart, bo celowe wyrzucanie trzech serduszek kosztem innych rzeczy zazwyczaj będzie się mijać z celem. I mi taki układ pasuje, bo nie przepadam za sytuacją, w której oś dobrej gry jest wywracana do góry nogami przez dodatek. Ale jeśli ktoś szukałby czegoś większego, co diametralnie zmieni grę, to w tym dodatku raczej na to bym się nie nastawiał.

Dodatek zmienia też jedną, dość ciekawą rzecz. Od teraz potwór, który znajduje się w Tokio będzie od czasu do czasu chciał wyrzucić serduszka (przypomnę, że potwór, który jest w Tokio otrzymuje bonus punktowy, ale w zamian za to nie może się uzdrawiać i jest celem ataku wszystkich pozostałych graczy). Ta zmiana jest bardzo subtelna, ale moim zdaniem jej znaczenia nie należy bagatelizować, bowiem w kartach może być bonus, który pozwoli temu graczowi się uzdrowić, a to już jest gra warta świeczki, zwłaszcza że bardzo często będąc w Tokio balansujemy na granicy całkowitej utraty życia.

Autorzy gry proponują nam też dodanie pewnych zmian do zasad gry właśnie w związku z pojawieniem się kart ewolucji. I tak oto możemy zdecydować się na jeden z trzech wariantów:
1. Przystąpić do gry z jedną aktywną ewolucją.
2. Dobierać zawsze dwie ewolucje, z czego jedną pozostawimy dla siebie, a drugą odłożymy.
3. Przemieszać ewolucje wszystkich potworów, a następnie każdemu graczowi przyznać osiem losowych kart, z których jedną zachowujemy, a resztę przekazujemy dalej i znowu – z tego co dostaniemy jedną zachowujemy, a resztę przekazujemy (tzw. draft).

Mi najbardziej przypadł do gustu drugi wariant, bo lubię mieć wybór w grze. Wylosowanie trzech serduszek nie jest takie łatwe (zwłąszcza, że kusi nas by atakować rywali, zgarniać punkty i energię), więc fajnie kiedy gratisowa karta nie będzie średnio przydatna – dzięki temu czuję, że mam większy wpływ na wynik końcowy.

potwory w tokio power up doładowanie

W drugim wariancie możemy po wyrzuceniu trzech serduszek dobrać dwie karty, poznać ich własności i wybrać sobie tę, która nam bardziej odpowiada.

Jak dodatek zmienia grę?

Losowość – dochodzi nam tutaj element losowego pozyskiwania kart ewolucji, które mogą nam pomóc osiągnąć końcowy sukces. Nie jest to jednak losowość, która mocno przeszkadza, a i zawsze można wykorzystać wyżej opisany wariant, w którym wybieramy jedną z dwóch kart.
Złożoność – zwiększa się, bo wraz z pojawieniem się nowego elementu mamy więcej możliwości rozgrywania pewnych akcji. Trzeba mieć jednak na uwadze, że pozyskanie kart nie jest takie łatwe, więc będą one pojawiać się stosunkowo rzadko.
Interakcja – większa, bo i więcej jest miejsc gdzie możemy zaszkodzić naszym rywalom. Niektóre karty są bardzo mocne w swojej interakcji i mogą ostatecznie mocno pokrzyżować plany przeciwnikowi.
Mechanika – ta w sumie zmienia się niewiele i to dobrze, bo w Potwory gra się naprawdę przyjemnie i dobrze że główna oś rozgrywki pozostaje taka sama. Zmiana oczywiście polega jedynie na dodaniu kart do gry, ale o ile wpływa to na losowość, złożoność czy interakcję, tak mechanika jest w miarę stała.
Wykonanie – karty są ładne, czytelne, całość dobrze nawiązuje do podstawowej wersji gry. Minusem może być jedynie to, że dodatek trzeba trzymać w oddzielnym pudełku, bo w podstawce nie ma miejsca na dodatkowe karty.

Dla kogo jest ten dodatek?

Pomijając grupę, która uwielbia Potwory w Tokio, to dodatek kierowałbym głównie do osób, które są zaawansowanymi graczami i chcą urozmaicić sobie i tak już dobrą grę. Dodatek nie zmienia znacząco osi gry, ale dodaje parę smaczków, które z pewnością docenią osoby, które często grają w planszówki. No i jeszcze jedna rzecz, od której zacząłem w sumie recenzję – dzięki dodatkowi możemy grać w większym gronie, więc dla niektórych to też może być spory atut.

Pamiętajcie też, że dodatek wymaga posiadanie podstawowej wersji gry.

Podsumowanie:

Jeśli Potwory w Tokio miały jakiś mankament, to został on właśnie wyeliminowany przez pojawienie się dodatku. Od teraz każdy potwór ma inne moce, na każdego czekają inne niespodzianki, a my dzięki temu mamy bardziej urozmaiconą grę. To jest ten typ dodatku, który lubię chyba najbardziej – subtelny, ale jednocześnie wyrazisty. Doładowanie nie zmienia gry o 180 stopni, ale dodaje nam mnóstwo nowych możliwości. Co więcej – to nie jest tak, że nagle karty z ewolucji są tak świetne, że będą determinować naszą całą grę. Właśnie nie i to jest super! Gra jest wzbogacona, ciekawsza, ale nadal wszystkie elementy są równoważne.

Informacje o grze:

Potwory w Tokio: Power Up! Doładowanie! – Wydawnictwo Egmont
Ilość graczy: Gra dla 2-7 osób
Wiek: Gra przeznaczona jest dla osób powyżej 8 roku życia
Czas gry: ok. 30 minut
Egzemplarz gry do recenzji przesłało Wydawnictwo Egmont

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.