Skull, Sherlock, HMS Dolores

Dziś przygotowałem dla Was nie jedną, nie dwie, ale aż trzy recenzje gier planszowych, które jednocześnie inaugurują nową serię wydawniczą od Granny pt. „Gry z pazurem”. Charakterystycznymi elementami gier z tej serii mają być blef, ryzyko oraz spryt. Przyjrzyjmy się więc każdej z tych pozycji, sprawdźmy czym się różnią i odpowiedzmy sobie na pytanie – Która z nich jest najciekawsza? Przed Wami Skull, Sherlock oraz HMS Dolores.

Zawartość gier:

Choć recenzja jest nietypowa, bo obejmuje aż trzy gry, to zaczniemy tradycyjnie, czyli od omówienia zawartości pudełek:
Skull:
– 24 dwustronne żetony
– 7 drewnianych znaczników
– instrukcja

Sherlock:
– 13 kart z postaciami
– notes do zapisywania symboli
– 4 zasłonki
– instrukcja

HMS Dolores:
– 80 kart
– instrukcja

Już na podstawie wypisanych elementów widzimy, że gry są dość różnorodne, choć wszystkie są raczej z gatunku tych mniejszych (często nazywanych „fillerami”). Ogólnie jakość wykonania elementów jest jak najbardziej w porządku, a z takich ciekawszych rzeczy to spodobała mi się mini wypraska użyta w HMS Dolores. Prosta i banalna sprawa, a przynajmniej karty nie latają po całym pudełku.

Rozgrywka i cel gry:

Zacznijmy od Skulla, który jest grą bazującą na blefie, emocjach i podpuszczaniu rywali. Tu zasady są banalnie proste. Otrzymujemy do ręki cztery duże okrągłe żetony – na trzech z nich mamy narysowane kwiaty, a na jednym czaszkę. Gracze po kolei będą kłaść przed sobą po jednym żetonie, tak aby jego zawartość pozostawała tajemnicą dla rywali. Istotne jest to, że kładziemy żetony jeden na drugim i to my decydujemy w jakiej kolejności zostaną one położone na stosie. Żetony wykładamy do momentu aż ktoś zacznie licytację. Licytujący podaje liczbę kartoników które chce odkryć, a rywale mogą (ale nie muszą) tą wartość przebić. Zwycięzca licytacji musi po pierwsze odkryć wszystkie swoje żetony oraz odkryć brakującą liczbę żetonów wśród rywali. Jeśli podczas odkrywania żetonów gracz trafi na same kwiaty wtedy wygrywa dane rozdanie i zgarnia żeton zwycięstwa. Jeśli jednak trafi choć na jedną czaszkę wtedy nie dość, że musi oddać jeden żeton zwycięstwa, to traci jeszcze losowy żeton kwiatu/czaszki. Gramy do momentu aż ktoś zdobędzie dwa punkty zwycięstwa, bądź też kiedy pozostali gracze stracą swoje żetony.

skull gra opinie

Wygraliśmy licytację, zgłosiliśmy że odkryjemy 4 kwiaty. Dwóch kwiatów jesteśmy pewni, bo mieliśmy je w swoim stosie. Teraz trzeba dobrze wytypować gdzie ukryły się kwiaty u rywali…

skull granna opinie

Odkryliśmy kwiat u gracza po lewej stronie, ale niestety typując żeton gracza na górze trafiliśmy na czaszkę, co jest równoważne z naszą porażką w tej rundzie.

Drugą grą jest Sherlock, która jest pewną formą łamigłówki logicznej dla kilku osób. Do ręki (za zasłonką) dostajemy określoną liczbę kart bohaterów (np. czterech w grze trzyosobowej), po czym na środku stołu pojawi się tajemnicza (zasłonięta) karta – będzie to agent, którego musimy namierzyć. Do namierzenia posłużą nam symbole znajdujące się na naszych kartach oraz pytania, które będziemy zadawać naszym przeciwnikom. Jak to działa? To proste – każdy agent ma unikatową kolekcję symboli, która znajduje się w prawym dolnym rogu. Jeśli więc doliczymy się maksymalnej liczby np. książek lub żarówek na naszych kartach i na kartach rywali, to wiemy już że agentem nie może być osoba, oznaczona symbolem książki/żarówki. Powoli będziemy więc wykreślać poszczególne nazwiska z listy podejrzanych, aż w końcu ślady zawęzimy do osoby, co do której będziemy pewni (lub w miarę pewni), że jest poszukiwanym agentem. Ten kto poprawnie wytypuje osobowość agenta jako pierwszy ten wygrywa grę. Oczywiście może się zdarzyć, że zaryzykujemy i mając niepełną wiedzę nie trafimy prawidłowego nazwiska poszukiwanego. Gra się wtedy nie kończy, nadal odpowiadamy na pytania przeciwników, ale nie możemy już wygrać tego rozdania. W wariancie dwuosobowym jest o tyle ciekawiej, że agent ma dwóch „pomocników”, których charakterystyki są równie nieznane. Możemy je poznać podmieniając pewne karty, co wprowadzi do gry trochę zamieszania i intrygi.

sherlock gra opinie

Na podstawie symboli z kart startowych oraz pytań do przeciwników uzupełniamy kartkę na której znajduje się opis wszystkich postaci występujących w grze. Gromadząc wiedzę możemy odrzucać poszczególne typy, aż w końcu nasze poszukiwania zawężą się na tyle mocno, że trafimy personalia postaci, która jest agentem.

I na koniec pozostała nam HMS Dolores. Na początku gry otrzymujemy cztery karty (w grze dwuosobowej), które będą naszym tak jakby zestawem startowym. Idea gry jest taka by z kart, które będą pojawiać się na środku stołu zgarniać nowe skarby, powiększając w ten sposób swoją startową kolekcję. Poszczególne skarby grupujemy kolorami, a ostatecznie punktować będą komplety najbardziej i najmniej wartościowe (cała reszta będzie bez znaczenia). No dobrze, ale jak będziemy zdobywać karty znajdujące się na stole? I tu ciekawostka, bowiem rozstrzygać o tym będzie modyfikacja gry „papier, kamień, nożyce”. Używając gestów otwartej dłoni (kompromis), zaciśniętej pięści (walka), bądź też kciuka (kradzież) będziemy mogli zgarnąć zarówno wszystko (kiedy wystawimy pięść, a rywal otwartą dłoń), jak i nic (kiedy dwóch graczy wystawi pięść). Zazwyczaj będziemy chcieli się dogadywać z rywalem, ale musimy pamiętać że żadne umowy nie są wiążące i decyduje tylko bitwa na gesty. Tak oto w każdej kolejce dokładamy po cztery nowe karty, aż nastanie karta świtu. Jest też jeszcze jedna uwaga – czasem zamiast kart skarbów będziemy mogli zgarnąć karty wydarzeń, które będą coś lekko modyfikowały (np. pojawienie się sześciu kart zamiast czterech) albo będą nam w czymś pomagały (np. pozwolą nam w danej rundzie zagrać na dwie ręce i wybrać gest, który nam bardziej odpowiada). Tak jak już wcześniej wspomniałem, liczymy punkty z najlepszego i najgorszego zestawu, a ich suma zadecyduje o tym kto ostatecznie wygra rywalizację.

hms dolores granna opinie

Na dole mamy cztery karty, które tworzą nam zestaw startowy. To właśnie do niego będziemy dokładać kolejne skarby, które będziemy pozyskiwali podczas bitew na „kamień, papier, nożyce”.

hms dolores gra opinie

Oprócz standardowych skarbów będziemy mogli od czasu do czasu pozyskać jakąś specjalną umiejętność, która przyda nam się w trakcie gry. Karta z czarną obwódką (świt) oznacza koniec rywalizacji.

Wrażenia:

Omawianie gier rozpoczęliśmy od Skulla, więc i wrażenia z tej gry opiszę na początku. Ta mała gra jest genialna! Zdaję sobie sprawę, że z opisu gry nie wynika może, że jest to jakiś hit, ale za chwilę wyprowadzę Was z tego błędu. Odkrywanie żetonów i sama licytacja to nie jest loteria jakby się mogło wydawać. Całą robotę robi tu zasada, która nakazuje zwycięzcy licytacji odkryć wszystkie swoje kartony. My sami wiemy co się pod nimi znajduje, więc jeśli jest tam choć jedna czaszka i wygramy licytację, to na pewno tę rundę przegramy, bo czaszka chcąc nie chcąc zostanie odkryta. Teoretycznie ktoś, kto wysoko licytował, także powinien nie mieć czaszki w swoim stosie, więc jak mamy dobierać skądś karty, to pewnie warto je brać od tej osoby. I wszystko byłoby takie oczywiste, gdyby nie fakt, że ta gra jest pełna blefu! Wiesz, że masz czaszkę w swoim stosie, ale podbijasz komuś licytację, by z jednej strony rywal miał pokusę odkrycia Twoich żetonów, a z drugiej by musiał dobierać jak najwięcej kwiatów u rywali (może akurat wylosuje mu się czaszka). I na odwrót – wiesz, że masz same kwiaty w stosie, ale licytujesz spokojnie, bez wzbudzania podejrzeń, licząc na to że prędzej czy później wszyscy się wycofają. I to nadal nie jest koniec, bo w tej grze chodzi też o to, by w dobrym momencie wyłożyć czaszkę na swój stos. Idealnym momentem jest sytuacja, w której czaszka jest na wierzchu stosu podczas rozpoczęcia licytacji. Tylko skąd wiedzieć kiedy gracze zaczną licytować? Może warto samemu ją zacząć, licząc że ktoś nas przebije i wpadnie w pułapkę? Gra jest pełna takich smaczków i niuansów. No i warto też podkreślić, że to nie są tylko moje odczucia. Z grona tych trzech gier to właśnie Skull cieszy się największą popularnością wśród graczy, zdaje się też, że zgarnął kilka lat temu parę nagród. Naprawdę jest to bardzo, ale to bardzo miłe zaskoczenie.

Druga gra to Sherlock. Z tych wszystkich trzech gier, ta jest najbardziej logiczna, najbardziej dedukcyjna i to w niej najwięcej zależy od nas samych. Powiedziałbym nawet, że jest ona pewną formą łamigłówki w której musimy dojść do rozwiązania szybciej niż nasi rywale. Całość opiera się na zadawaniu takich pytań, które dadzą nam jak najwięcej jednoznacznych informacji. Symbole które znalazły się na naszych kartach musimy uzupełniać wartościami liczbowymi podawanymi przez rywali, wykluczając po kolei każdego z podejrzanych. Teoretycznie zbierać informacje powinniśmy aż do momentu w którym będzie dla nas jednoznaczne kto jest agentem, ale… to chyba nie jest dobry pomysł. Gra jest bardzo stykowa, o zwycięstwie decydują niuanse, więc praktyka i życie pokazują, że czasem trzeba zaryzykować i odgadywać agenta na podstawie niepełnej wiedzy. Nie chodzi tutaj o strzelanie, tylko o sensowne i szybkie zawężenie grona podejrzanych. Dużo zależy od naszych przeciwników, ale to też trzeba odpowiednio wyczuć. Sherlock nie jest może tak uniwersalną grą jak Skull i nie jest to typ gry w którą gramy kilka razy pod rząd, ale za to świetnie sprawdzi się jako forma łamigłówki, którą od czasu do czasu wyciągamy z półki.

I na koniec HMS Dolores, czyli najbardziej losowa gra ze wszystkich omawianych dzisiaj. Pierwszy element losowości/przypadkowości występuje w momencie pokazywania gestów, bo tak naprawdę nie mamy wpływu na naszego rywala, a to od kombinacji tych gestów zależy to co się stanie. Owszem, możemy się dogadywać, możemy coś tam ustalać, ale nie mamy żadnej możliwości wpłynięcia na skuteczność tych negocjacji. Jednak bardziej nie podoba mi się inna rzecz, a mianowicie system punktowania. Punktują karty z najlepszego i najgorszego zestawu, a kiedy mamy takich zestawów najlepszych/najgorszych więcej niż jeden komplet, to zyskujemy jeszcze więcej. Teoretycznie brzmi to dobrze, ale w praktyce zestaw np. 7-6-2 daje nam 9 punktów (7+2=9), a zbliżony komplet 7-7-2 daje tych punktów aż 16, bo dodamy do siebie dwie siódemki (7+7+2=16). I kiedy już myślimy, że mamy te 16 punktów, to za chwilę dochodzi nam kolejna karta i mając układ 7-8-2 mamy już 10 punktów, a nie 16 jak przed chwilą. Oczywiście uprościłem trochę sprawę, ale chciałem pokazać największy problem z tym punktowaniem. To zresztą nie jest jedyna słabość. Wyobraźmy sobie sytuację w której nasz najsłabszy komplet skarbów jest wart 5 punktów i pod koniec rozgrywki wpada nam do ręki zupełnie nowa karta, która sprawi że mamy już nie 5 punktów, tylko 1. Jest to taki trochę „roller coaster” kiedy w jednym rozdaniu punktacja może wywrócić się do góry nogami. I to jest coś, co mi się w tej grze nie podoba. Nie mówię, że to jest złe, bo jest też druga strona medalu – możemy wcisnąć rywalowi jakąś kartę i tym samym znacząco obniżyć jego wynik (prawdopodobnie taka była idea), ale tych elementów nad którymi się nie panuje robi się chyba zbyt dużo.

Jakie to są gry?

Losowość – najbardziej losowa i przypadkowa jest zdecydowanie HMS Dolores. Od czasu do czasu los może się uśmiechnąć także w Sherlocku, jeśli dobrze podejdą nam karty startowe, umożliwiając nam skuteczne wykluczenie pewnych postaci. W Skullu losowości kompletnie nie odczuwam.
Złożoność – wszystkie te gry są bardzo proste w swoich zasadach i sposobie rozgrywki. Najwięcej kombinowania i rozgryzania jest w Sherlocku.
Interakcja – najwięcej jest jej w HMS Dolores (w dodatku jest ona bardzo bezpośrednia). Nietypowa interakcja występuje oczywiście także w Skullu, gdzie wzajemnie staramy się podpuszczać. Grą w której interakcja odgrywa najmniejsze znaczenie jest Sherlock.
Mechanika – najsprytniejsza jest w Skullu i to ten typ mechaniki spodobał mi się najbardziej. Najsłabiej przemyślaną grą jest moim zdaniem HMS Dolores (zwłaszcza jeśli chodzi o system punktacji).
Wykonanie – wszystkie gry są wykonane poprawnie, trudno im coś tutaj zarzucić.

Dla kogo są to gry?

W sumie to każda z tych gier jest dla kogoś innego. Jeśli szukamy bardzo grywalnej gry rodzinno-imprezowej i kochamy blefować, to Skull sprawdzi się znakomicie. Dla osób lubiących łamigłówki typu Sudoku polecam Sherlocka, zwłaszcza że jest tam naprawdę sporo przyjemnego kombinowania. Trzeba jednak pamiętać, że Sherlock to nie jest gra na wiele godzin, jest to bardziej przerywnik między innymi tytułami. Jeśli jednak szukamy czegoś bardzo luźnego, śmiesznego i pełnego interakcji, a samą grę (i jej ostateczny wynik) chcemy traktować bardzo swobodnie, to należy się przyjrzeć nieco bliżej HMS Dolores.

Podsumowanie:

Nowa seria „gier z pazurem” faktycznie pokazała pazura, zwłaszcza jeśli chodzi o grę Skull, która z miejsca stała się jedną z moich ulubionych w swoim gatunku. Podoba mi się to, że choć tyle już gier widziałem, to nadal jestem pozytywnie zaskakiwany i to w dodatku grą, która oparta jest na pojedynczych żetonach. Pazura pokazał też Sherlock, który jest sprytną łamigłówką dla kilku osób jednocześnie. To także jest pozytywne zaskoczenie, bowiem łamigłówki raczej tworzy się pod jedną osobę, a tu udało się stworzyć coś dla większej grupy graczy. Moim zdaniem z tych wszystkich gier najsłabiej wypadła HMS Dolores, która choć ma w sobie dużo interakcji (co akurat lubię), to jednak opiera się na dużej przypadkowości, nad którą trudno jest zapanować.

Informacje o grach:

Skull, Sherlock, HMS Dolores – Wydawnictwo Granna
Liczba graczy: Gra dla 3-6 osób (Skull) oraz 2-4 osób (Sherlock, HMS Dolores)
Wiek: Gry przeznaczone są dla osób powyżej 10 roku życia
Czas gry: ok. 15-30 minut
Egzemplarz gry do recenzji przesłało Wydawnictwo Granna

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.