Zaklinacze

zaklinacze recenzja opinie graZ rozbudowanymi grami karcianymi jest jeden podstawowy problem – mają zazwyczaj skomplikowane i rozdrobnione zasady, przez co posiadaczom takich karcianek trudno jest znaleźć partnerów do wspólnej rywalizacji. Nagle wśród wielu gier wydanych w 2016 roku pojawił się polski tytuł mało znanego wydawnictwa, który podjął próbę zniesienia tzw. „bariery wejścia”, zachowując jednocześnie największe walory potężniejszych pozycji. Zapraszam Was do recenzji Zaklinaczy!

Zawartość gry:

W pudełku znajdziemy:
– 6 talii krain (po 25 kart każda)
– 11 kart wiosek
– 4 karty pomocy
– 73 żetony kryształów i ran

zaklinacze gra opinie recenzja

Zawartość pudełka.

Liczba kart robi spore wrażenie, zwłaszcza że ich oprawa graficzna jest naprawdę mocno dopracowana, co widać chociażby po ogromnej szczegółowości obrazków. Śmiem nawet twierdzić, że chyba są to jedne z najlepszych ilustracji jakie spotkałem w tym roku testując różne planszówki. Można więc uznać, że pierwsze wrażenie jest w 100% pozytywne, a jak będzie z samą rozgrywką?

Rozgrywka:

W grze mamy sześć różnorodnych talii krain, po 25 sztuk w każdej. W zależności od tego ilu jest graczy, tyle krain musimy ze sobą przemieszać i to one będą brały udział w naszej rozgrywce. Pozostałe karty odkładamy do pudełka. Na początku wybieramy wioskę/osadę i wybór ten jest dość istotny, bo każda osada ma różne własności i może też mieć jakąś cechę, która będzie determinować późniejsze zdobycze punktowe. Wybrana wioska będzie z nami przez całą grę. Obok niej dokładamy sześć kart krain, biorąc poprawkę na to, by w pierwszym rozkładzie nie pojawiły się karty potworów (gdy się pojawią, to odkładamy je na dół talii). Całość wyglądać będzie mniej więcej tak:

zaklinacze opinie

Karta wioski jest na przodzie, a obok niej leży sześć kart, które będziemy chcieli pozyskiwać.

Teraz gracze po kolei będą wyruszać w wyprawę i zdobywać poszczególne karty. Im bliżej wioski jest położona karta tym jest ona tańsza. Za wszystko w tej grze płacimy kryształami, których na starcie otrzymujemy raptem pięć sztuk. Karta która leży tuż przy osadzie kosztuje nas 0 kryształów, a każda kolejna jest o jeden kryształ droższa. Wraz z poszczególnymi zakupami przesuwamy karty w lewo i dokładamy na końcu nową kartę ze stosu. To oznacza, że karty które dopiero co pojawią się na stole (czyli będą na końcu tego łańcucha) będą kosztować aż pięć kryształów.

zaklinacze gra karty

Wybraliśmy kartę korony i musimy teraz zapłacić za nią jeden kryształ. Pozostałe karty przesuwamy w lewą stronę i dokładamy nową kartę ze stosu.

W trakcie gry możemy zdobyć trzy rodzaje kart – przedmioty, zaklęcia oraz potwory. Ten podział ma duże znaczenie, bowiem zakupione karty układamy w trzech oddzielnych stosach, a zdobycie kolejnego przedmiotu/zaklęcia/potwora będzie powodowało przykrycie wierzchniej karty.

zaklinacze recenzja

Tak będzie wyglądało zbieranie przez nas kart. Mamy trzy rzędy, a w każdym z nich są różne rodzaje kart. Dokładając nową kartę zakrywamy specjalne umiejętności, które są widoczne na wierzchnich kartach.

Niektóre cechy kart (np. punkty, atak, obrona) mogą być nadrukowane na dole karty, czyli w części która nie zostanie zakryta. Takie karty są niezwykle cenne, bowiem będą nam na stałe powiększać siłę ataku i zdolności obronnych.

zaklinacze opinie

Aby zrozumieć istotę gry to mam dla Was cztery różne karty. Pierwsza karta daje nam bardzo dużo ataku (aż +3), ale kiedy tylko przykryjemy ją inną kartą, to cała moc nam zniknie… Druga karta daje nam łącznie do ataku aż +4 (+2 na górze i +2 na dole), ale za to zabiera nam -1 obrony. Przykrywając tę kartę inną będziemy mieć +2 ataku i -1 obrony. Przedostatnia karta charakteryzuje się sporym atakiem na dole karty (aż +2). Ostatni miecz choć nie daje może tak dużej mocy jak pozostałe karty, to finalnie jest wart na koniec gry +1 punkt.

O ile karty przedmiotów i zaklęć zdobywamy po prostu za nie płacąc, o tyle karty potworów musimy jeszcze pokonać. W tym celu porównujemy siłę naszej obrony z siłą ataku potwora oraz moc naszego ataku z obroną potwora. Jeśli potwór ma wyższy atak niż nasza obrona to nie umieramy, ale otrzymujemy odpowiednią liczbę żetonów ran (dają nam one ujemne punkty na koniec gry). Dużo ważniejsze jest to, żeby nasz atak zdołał pokonać takiego potwora – jeśli tak się stanie, to potwór trafia na naszą stronę.

zaklinacze recenzja

Obydwa potwory mają 2 punkty życia, więc pokonanie ich nie stanowi większego problemu. Różnica między nimi jest jednak zasadnicza – Bandyta zadaje tylko 3 obrażenia, a Niedźwiedziołak aż 8! Ma to też odzwierciedlenie w punktacji – Bandyta jest wart 1 punkt na koniec gry, a Niedźwiedziołak aż 5.

Cel gry:

Gramy do momentu, aż skończą się nam karty w talii. Podliczamy punkty za wszystkie zdobycze na stole oraz ewentualnie te wynikające z cechy wioski. Na koniec odejmujemy punkty za zdobyte rany i finalnie wygrywa osoba, która zgarnie oczywiście najwięcej oczek. Czym więc się trzeba wykazać, by ostatecznie osiągnąć sukces?

Nie ma złotej recepty na wygraną. Czasem wygra osoba, która złapie najlepszy balans między wydawaniem kryształów, a zakupem poszczególnych kart. Bywa też i tak, że zwycięży osoba, która bardzo mocno ryzykowała podczas walki z potworami (np. pokonywała je, biorąc na siebie spore obrażenia, które potem jakoś uleczyła). Można też wygrać grając bezpiecznie, kupując głównie te najtańsze karty, co pozwoli nam zaoszczędzone kryształy wydać nawet przepłacając za coś, co może przynieść sporo punktów. Strategii prowadzących do zwycięstwa jest całkiem sporo, a smaczku rywalizacji niech doda fakt, że u mnie mniej więcej połowa rozgrywek kończyła się tryumfem jednym lub dwoma punktami.

Koszt kart nie jest regulowany przez jakąś konkretną wydrukowaną wartość, tylko przez umiejscowienie karty na stole. To rodzi w głowie pytanie, czy taki mechanizm jest sprawiedliwy, bowiem przykładowo w trakcie naszej tury może dojść na stół dość ciekawa karta, która nie jest jednak warta wydania na nią aż pięciu kryształków. Chcąc nie chcąc rywale będą mogli kupić ją taniej. Z jednej strony wydaje się to lekko niesprawiedliwe, ale jest też druga strona medalu – karta, która jest droga dla rywala stanie się potem tańsza, gdy przyjdzie nasza kolejka. To wszystko sprawia, że być może czasem trzeba będzie po prostu przepłacić za kartę, byleby ją zdobyć i nie pozwolić na jej zgarnięcie przez przeciwników. Z moich doświadczeń wynika, że choć niewątpliwie w tym procesie występuje pewna losowość na którą nie mamy wpływu, to jednak nie przeszkadza ona w całości rywalizacji. W trakcie całej gry na stole pojawia się tak wiele kart, że koniec końców każdy ma równe szanse.

Ogromna liczba kart jest bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Podzielenie ich na sześć talii z różnym motywem przewodnim jest także strzałem w dziesiątkę. To pozwala nam tworzyć unikalne zestawy do gry, bo przykładowo dzisiaj możemy grać talią niebieską i zieloną, a jutro czerwoną i pomarańczową. I prawdę mówiąc nie wiem, czy nie jest to największa zaleta tej gry, bo dzięki tym taliom musimy w grze stosować różnorodne strategie. Pamiętam taką rozgrywkę, którą wygrałem pokonując całą masę potworów, przyjmując na siebie jednocześnie bardzo dużą liczbę ran. O sukcesie zadecydowały wtedy karty uzdrawiania, które nie były obiektem zainteresowania innych graczy. Taka strategia dała świetny efekt tylko z konkretnymi taliami i nie jest możliwa do powtórzenia w innym zestawie. To mi się bardzo, ale to bardzo podoba. Żeby nie było zbyt kolorowo, to jest też jedna rzecz, którą bym delikatnie poprawił – czasem zdarzało się, że wśród sześciu kart leżących na stole były powtarzające się pary. Byłoby chyba lepiej, gdyby poszczególne karty tak bardzo się nie dublowały (albo żeby zdublowane karty miały chociaż różne parametry). Zdaje się, że ten problem był dostrzeżony, bo zastosowano sprytny wariant dwuosobowy (używamy w nim czterech niepełnych talii), który trochę niweluje tą niedoskonałość.

Jaka to jest gra?

Losowość – o losowości możemy mówić w kontekście pojawiania się kart na stole i związanym z tym kosztem zakupu (opisałem to powyżej).
Złożoność – karty dobrze się ze sobą zazębiają, wiele z nich ma naprawdę ciekawe właściwości, więc pod tym kątem gra jest dość złożona. Na szczęście reguły gry są bardzo proste i można je wyjaśnić w dosłownie kilka minut.
Interakcja – choć samodzielnie budujemy swój zestaw kart i walczymy z wybranymi przez siebie potworami, to od czasu do czasu nasze działania mają wpływ także na przeciwników, zwłaszcza gdy podkupujemy sobie karty. Wbrew pozorom interakcja jest więc dość spora, ale nie przekracza pewnej granicy po której mógłbym powiedzieć, że jest bardzo duża. Ilość interakcji zależy też od wybranej przez nas talii, bo niektóre krainy wzmagają interakcję, a niektóre ją wygaszają.
Mechanika – mechanizm z nakładaniem się na siebie kart jest bardzo ciekawy i w sprytny sposób pozwala zachować prostotę gry.
Wykonanie – widać że gra jest mocno dopracowana i została wykonana ze sporą dbałością o szczegóły. Na plus zaliczyłbym świetną czytelność kart i symboli. Tak na marginesie, to każda karta ma zapisany na dole unikatowy humorystyczny tekst, na który od czasu do czasu podczas rozgrywki warto zwrócić uwagę. Mały drobiazg, a cieszy.

Dla kogo jest to gra?

Zaklinacze są grą, która spodoba się przede wszystkim osobom szukającym niebanalnej karcianki z prostymi do wyjaśnienia zasadami. To spora zaleta tego tytułu, bo nie ukrywajmy, ale wiele świetnych i rozbudowanych gier planszowych lub karcianych ma tzw. „wysoki próg wejścia”. Dla niektórych może ten argument brzmi dość banalnie, ale jest on naprawdę bardzo ważny, wszak w grach planszowych chodzi nie tylko o to co nam się podoba, ale także o to w co mogą zagrać nasi domownicy, przyjaciele, sąsiedzi itd. Zaklinacze są więc świetnym kompromisem i z pewnością umilą Wam niejeden wieczór.

Podsumowanie:

Zaklinacze to karcianka, która jest jednocześnie mała i duża. Mała, bo jest prosta, lekka i szybka. Duża, bo zawiera aż sześć różnorodnych talii, które bardzo mocno urozmaicają każdą rozgrywkę. I cokolwiek by o Zaklinaczach nie mówić, to jedno jest pewne – gra jest rzeczywiście przyjemna w odbiorze, nawet przez graczy mniej zaawansowanych. Pewne słabości, które moglibyśmy Zaklinaczom wytknąć, są raczej wynikiem obrania pewnej drogi, którą autor chciał podążać. Ta gra właśnie taka miała być, a skoro jest dopracowana i dobrze zbalansowana, to należy ją odebrać pozytywnie. Ja już się nie mogę doczekać dodatku, a z tego co wiem to właśnie trwają nad nim prace, tak więc do tematu Zaklinaczy pewnie jeszcze wrócimy.

Informacje o grze:

Zaklinacze – Wydawnictwo Gindie
Liczba graczy: Gra dla 2-4 osób
Wiek: Gra przeznaczona jest dla osób powyżej 12 roku życia
Czas gry: ok. 30-60 minut
Egzemplarz gry do recenzji przesłało Wydawnictwo Gindie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.