Kowale Losu

kowale losu recenzja opinie gra rebelGry z kośćmi w roli głównej kojarzą się przede wszystkim z grami losowymi, gdzie zwycięstwo jednej czy drugiej osoby zależy od totalnego przypadku. Ten stereotyp nie bierze się znikąd, bo faktycznie tradycyjne planszówki używają kostek chociażby do tego by móc się poruszać pionkiem i osoba która w takich grach będzie częściej wyrzucać jakąś wysoką wartość zostanie prawdopodobnie zwycięzcą. Nowoczesne planszówki do tematu kości podchodzą dość różnie – taką popularną i szeroko akceptowalną mechaniką jest możliwość przerzucenia wyniku (co samo w sobie wymusza na graczu podjęcie decyzji, czy brać coś co już jest, czy zaryzykować licząc na coś lepszego). Zdarza się też, że sama gra jest tak zaprojektowana, że wyniki z kości są tylko dodatkiem i tak naprawdę każdy wynik daje nam coś konkretnego. Poza ten schemat wyłamała się gra, którą jakiś czas temu omawiałem na Szalonych Liczbach, czyli „Statki, łupy, kościotrupy” i choć tamtejszy sposób traktowania kości był absolutnie rewolucyjny, to gra pozostawiała mieszane uczucia. I tak oto doszliśmy do dzisiejszej gry, która pisze nowy rozdział w historii gier kościanych. Czas na grę, która łamie stereotypy i która w dużej mierze polega na budowaniu swojej kostki. Jesteście zaciekawieni? Przed Wami recenzja najnowszej gry, która już jest hitem na światowych rynkach i która właśnie pojawiła się w Polsce. Oto „Kowale Losu”.

Zawartość gry:

W pudełku z grą znajdziemy:
– 108 ścianek kości
– 8 szkieletów kości
– 20 znaczników zasobów
– 96 kart
– 4 plansze i 4 pionki bohaterów
– 4 płytki skrzyń
– planszę wysp
– planszę świątyni wraz z kopertą
– 8 żetonów „100 punktów”, 4 żetony młotów, 8 żetonów jednorazowych, znacznik rundy oraz pierwszego gracza
– instrukcję

kowale losu opinie recenzja

Pudełko pełne komponentów oraz plansza świątyni z której możemy kupować nowe ścianki. Oprócz tego do gry dołączona jest podłużna plansza z której będziemy kupować karty.

Pudełko jest po brzegi wypełnione bardzo różnorodnymi elementami. Ale zawartość zawartością, natomiast ta wypraska… Wypraska jest genialna, od razu widać że mamy styczność z bardzo profesjonalnie zaprojektowaną grą, gdzie projektanci zadbali o absolutnie wszystkie szczegóły. Jeśli chodzi o jakość wykonania to śmiało mogę powiedzieć, że jest to jedna z najlepiej zrobionych gier jakie kiedykolwiek widziałem i recenzowałem.

Rozgrywka i cel gry:

Choć sama instrukcja może wprowadzać trochę zamieszania, to istota rozgrywki jest wręcz banalna. Gracze otrzymują dwie kości startowe, rzucają nimi i sprawdzają jakie surowce zostały wyrzucone, przydzielając sobie w ten sposób poszczególne zasoby na planszy gracza.

kowale losu recenzja

Tak mniej więcej wygląda plansza gracza – kładziemy na niej wyniki z naszych kości i oznaczamy sobie ilość surowców.

W ten sposób zdobywać będziemy kamienie (nazwijmy to tak umownie kamieniami, bo generalnie mają one swoje nazwy) za które możemy albo kupić sobie nową ściankę do kości, albo kartę która nam coś usprawni, może w jakiś sposób przeszkodzi rywalowi lub taką która pozwoli nabyć jakąś specjalną ściankę. Tak, dobrze myślicie – ścianki z kostek są wyjmowane i krok po kroku, runda po rundzie będziemy sobie je wymieniać na lepsze, udoskonalając w ten sposób nasze kości.

kowale losu rebel

Kostka niczym klocki lego? Tak oto wygląda szkielet kości i początkowe ścianki, które do niej przyczepiamy.

kowale losu opinie

Nowe płytki pozyskujemy ze świątyni, płacąc złotem. Jak widzicie – można za cztery złote kamienie możemy zakupić ściankę, która po jej wyrzucenia da nam sześć złota. Najdroższe płytki kosztują po 8-12 złota i dają nam czerwone/niebieskie kamienie oraz przede wszystkim punkty zwycięstwa.

Choć ten cały opis rozgrywki wydaje się być bardzo uproszczony, to wbrew pozorom oddaje on niemalże w pełni obraz zasad. No dobrze, a co jest celem samym w sobie? Zadaniem graczy jest zdobyć jak najwięcej punktów w trakcie trwania 9-10 rund. Punkty możemy zdobywać albo bezpośrednio z rzutów kością (niektóre ścianki dostarczają nam konkretną ich liczbę) albo też za zakup kart, które oprócz jakiejś specjalnej własności dostarczają nam czasem kilka/kilkanaście/kilkadziesiąt punktów.

kowale losu gra rebel

Tak przykładowo – mając jeden czerwony kamień możemy zakupić kartę, która da nam błyskawicznie 3 złota i 3 niebieskie kamienie oraz która sama w sobie jest warta 2 punkty zwycięstwa (patrz: środkowa karta). Możemy także wybrać kartę, która choć nie da nam punktów zwycięstwa, to pozwoli nam wymieniać 3 złota na 4 punkty (patrz: karta po prawej stronie).

Rozegranie 9-10 rund (które dzielą się jeszcze na tury graczy) sprawia, że realnie naszymi kośćmi rzucimy około 30-40 razy (także w grze dwuosobowej, gdzie rzucamy podwójnie). Celem gracza jest więc jak najlepsze zoptymalizowanie swoich zakupów, bo wiadomo że z każdą kolejną rundą spadają szanse na wylosowanie zakupionej ścianki. W tym wszystkim trzeba też zachować bardzo specyficzny balans, bo generalnie jest tak że nowe ścianki kupujemy za złoto, a karty za czerwone lub niebieskie kamienie. W związku z tym jak na starcie zaczniemy pozyskiwać płytki dające te czerwone lub niebieskie kamienie, to sam proces wykuwania nowych ścianek będzie nam szedł mozolnie, bo nie będzie nas stać na nowe zakupy. Może więc warto stracić 3-4 rundy na wykuwaniu ścianek ze złotem, tylko po to by w dalszej fazie gry błyskawicznie kupować jak najlepsze ścianki? Brzmi nieźle, ale jak te dobre ścianki zaczniemy wykuwać w 5-6 rundzie, to się okaże że możemy na nie nigdy nie trafić podczas swojego rzutu. Jakby tego było mało, to trzeba pamiętać że gracz ma ograniczone możliwości przechowywania surowców, a nie ma nic gorszego niż sytuacja w której przepada Ci bardzo dużo złota/kamieni.

Wrażenia:

Opis wrażeń zacznę od tego na czym skończyłem poprzednią część, czyli na „szukaniu złotego środka”. Nie ukrywam, ale bałem się, że cała gra będzie przesadnie losowa i że siłą rzeczy będzie istnieć najlepsza droga prowadząca do zwycięstwa i że na tę ścieżkę zwycięstwa da się wejść tylko ślepym losem. Na szczęście tak nie jest, bo choć owszem siłą rzeczy pewna losowość w grze występuje, to rzutów jest tak dużo, że nie ma mowy by komuś wypadały tylko dobre wyniki, a komuś złe. Trudno też wskazać jaka strategia jest dominująca – początkowo myślałem, że sukces prowadzi przez zakup kart (zwłaszcza tych, które dają niewspółmiernie dużo punktów). Jednak szybko życie zweryfikowało moje przypuszczenia, bo mój przeciwnik potrafił wygrać ze mną przybierając zupełnie inną strategię (zamieniał złoto na punkty). Tutaj dobrze dla balansu gry robi też ograniczona pula kamieni które możemy przechowywać. Tak jak wspomniałem wcześniej – chcąc iść w drogocenne karty musimy mieć niemalże maksymalne ilości czerwonych i niebieskich kamieni, a skoro tak, to jest duża szansa że w oczekiwaniu na jakiś kolor kamienia będziemy wyrzucać inne kolory, które będą nam przepadać z przepełnienia zasobów. Zresztą powiem też szczerze, że gra jest tak perfekcyjnie zrobiona, że nie wierzę by te wszystkie wartości (czy to na ściankach, czy na kartach) były totalnie przypadkowe.

Co do samego wykonania, no to naprawdę czapki z głów. Gdyby ktoś się zastanawiał kiedyś dlaczego zawsze tak mocno zwracam uwagę na wypraski w grach, to Kowale Losu są świetną odpowiedzią na to pytanie. Powiem wprost – dzięki wyprasce aż chce się rozgrywać kolejne partie, naprawdę. Gdyby te wszystkie ścianki kostek były rzucone ot tak do pudełka, gdyby wszystko było pochowane po jakichś woreczkach foliowych, to prawdopodobnie nie chciałoby mi się tego wszystkiego rozkładać. A tutaj wszystko jest pięknie ułożone, na ścianki otrzymujemy specjalny kartonik zapinany na dużą gumkę, każdy element gry ma swoje miejsce w pudełku. Naprawdę tak powinna wyglądać każda gra. O samym spasowaniu ścianek i kostek też nie mogę złego słowa powiedzieć. Jeszcze ani razu żadna ścianka mi nie wypadła, a sam proces wyjęcia/włożenia ścianki jest naprawdę prosty i niewymagający siły. Jakbym się miał tu do czegoś przyczepić, to nie do końca podoba mi się oficjalny sposób wymiany ścianek (podważanie jednej ścianki drugą). Wolałbym, by dołączony był do gry jakiś płaski patyczek, który podważałby te wszystkie elementy, no ale tutaj nie ma tragedii, bo wystarczy posłużyć się zwykłą wykałaczką. Nie mniej jednak jak już gra jest tak perfekcyjna, to i patyczek mógłby się w niej znaleźć.

A sama rozgrywka? Gra daje całą masę radości i przyjemności, a w dodatku jest bardzo dynamiczna. Praktycznie co chwilę rzucamy kośćmi, często wymieniamy te ścianki, karty też możemy kupić już w zasadzie po jednym udanym rzucie, tak więc cały czas coś się dzieje. Nie mamy tutaj paraliżów decyzyjnych, nie ma też jakiejś presji, są za to emocje związane z kolejnymi rzutami. Na pewno na lekkość tej gry wpływa fakt, że zdajemy sobie sprawę z tego, że wiele zależy od szczęścia w danym rzucie. Czyli z jednej strony mamy wpływ na swoją strategię, możemy zwiększać swoje szanse na powodzenie jeśli chodzi o dobre rzuty, ale z drugiej wiemy doskonale, że nic nie poradzimy na to, że los się czasem uśmiechnie, a czasem do zakupu jednej świetnej karty zabraknie nam jednego kamienia.

Tutaj widzicie płytki specjalne, które możemy zdobyć z kart. Niektóre z nich zwiększają interakcję, bo np. pozwalają niczym odbicie lustrzane skopiować rzut rywala (to moja ulubiona płytka), albo też pozwalają nam uzyskać jakieś korzyści podmieniając jedną ze ścianek na kostce przeciwnika.

Jaka to jest gra?

Losowość – na pewno występuje, aczkolwiek rzucamy tak wiele razy, że ten rozkład szczęścia/pecha jest siłą rzeczy zbalansowany i ta losowość raczej nie przeszkadza.
Złożoność – gra ma krótkie reguły i w zasadzie jedynymi niuansami są specjalne cechy poszczególnych kart, które dodają grze lekkiego twistu.
Interakcja – nie ma jej zbyt wiele zwłaszcza w grze dwuosobowej, aczkolwiek są sytuacje w których możemy np. wykuć na ściance rywala „dzika”, który po wyrzuceniu przyniesie nam jakieś korzyści. Interakcja zachodzi też w momencie „przeganiania” się z toru zakupu kart – polega to na tym, że kupując kartę zostawiamy przy miejscu zakupów swój pionek i w momencie gdy kolejny gracz będzie chciał kupić dokładnie to samo co my (lub to co jest obok) to „przegoni” nas z planszy, a my za to otrzymamy dodatkowy rzut kością (dlatego im więcej graczy, tym częściej będziemy się przeganiać). Mechanika przeganiania zachęca też graczy do zakupów różnorodnych kart.
Mechanika – na pewno jest bardzo innowacyjna i w pewnym sensie jest przeniesieniem idei „deck buildingów” do świata kości. Jestem pewny, że w przyszłości zobaczymy więcej podobnych gier.
Wykonanie – absolutnie rewelacyjne, jedno z najlepszych jakie kiedykolwiek widziałem w grach planszowych.

Dla kogo jest to gra?

Niewątpliwie gra jest bardzo uniwersalna i spodobać się może naprawdę różnym osobom, ale takim głównym odbiorcą tego tytułu są chyba gracze, którzy szukają nietypowej planszówki w którą można zagrać całą rodziną. To taki tytuł, który można wyciągnąć przy każdej okazji kiedy chcemy wspólnie spędzić czas przy stole, grając w coś przyjemnego i mało „zobowiązującego”. Gra jest bardzo lekka, sam proces wyjmowania i składania kości przynosi masę frajdy, więc czas spędzony nad tą grą na pewno nie będzie dłużącą się chwilą. O rodzinności tego tytułu świadczy też fakt, że interakcja między graczami jest raczej niewielka, a i sama rozgrywka jest bardzo szybka (teoretycznie na pudełku jest informacja, że trwa 45 minut, ale w praktyce jest to czas o połowę krótszy, zwłaszcza grając w dwie osoby).

Podsumowanie:

Zawsze staram się wybierać do recenzji gry dobre, bardzo dobre albo przełomowe. Niewątpliwie Kowale Losu są taką grą przełomową, która prawdopodobnie pisze kolejny rozdział w historii gier planszowych. Choć próby podjęcia tematu z budowaniem kości odbyły się już nieco wcześniej, to Kowale Losu będą prawdopodobnie pierwszą grą z taką mechaniką, która odniesie sukces. Gdyby tak się stało, to możemy być niemalże pewni, że w ciągu najbliższych miesięcy/lat będą pojawiać się naśladowcy mechaniki budowania własnych kości. W czasach w których panuje zasada: „wyróżnij się, albo zgiń” jest to niewątpliwie planszówka, do której będzie się wracać i do której inni będą się chcieli porównywać. Ja na pewno od dziś będę mieć jeszcze większe oczekiwania względem innych planszówek, zwłaszcza jeśli chodzi o jakość wykonania. Co do samej gry – jest bardzo dobra i zaskakująco lekka. Po mnogości komponentów obawiałem się, że gra będzie bardzo rozbudowana, że będzie to raczej cięższy tytuł (a za takimi nie przepadam) i może też dlatego ta lekkość i dynamika bardzo mnie zaskoczyły. Najlepszą rekomendacją tej gry niech będzie fakt, że jest to jedna z tych pozycji w którą zagrałem najwięcej razy zanim napisałem recenzję.

Informacje o grze:

rebelKowale Losu – Wydawnictwo Rebel
Liczba graczy: Gra dla 2-4 osób
Wiek: Gra przeznaczona jest dla osób powyżej 10 roku życia
Czas gry: 45 minut
Egzemplarz gry do recenzji przesłało Wydawnictwo Rebel

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.